piękno architektury
„Nie bardzo wiedząc czemu, babka odkrywała w wieży Św.Hilarego
ów brak pospolitości, pretensji, małostkowości, który kazał jej kochać i wierzyć w bogactwo ich dobroczynnego wpływu - naturę, o ile ręka ludzka (podobna w tym ogrodnikowi ciotki) jej nie pomniejszyła, i dzieła geniuszu. I bez wątpienia, każda część kościoła, raz ujrzana, odróżniała się od wszelkiej innej budowli, jak gdyby jakąś myślą, którą był nasiąknięty; ale w wieży zdawał się on nabierać świadomości samego siebie, stwierdzać indywidualne i odpowiedzialne istnienie. Wieża mówiła za niego. Sądzę zwłaszcza, że babka bezwiednie widziała w owej wieży to, co miało dla niej największą cenę: naturalność i wrodzony wykwint. Będąc profanką w architekturze, powiadała: Moje dzieci, drwijcie sobie ze mnie, jeśli chcecie, ona nie jest może piękna wedle reguł , ale jej stary dziwaczny kształt podoba mi się. Jestem pewna, że gdyby grała na fortepianie, nie grałaby sucho”.1)


Co to jest atmosfera miasta (przestrzeni architektonicznej)? Co się na nią składa? W jaki sposób całokształt stosunków społeczno-polityczno- gospodarczych odwzorowany na tkankę materialną decyduje o jej pięknie? Czy piękna jest tylko architektura „dobra”, „funkcjonalna”, „logiczna” , tworzona przez dobrych lub wybitnych architektów? Czy może być nią architektura zawierająca błędy, naiwna czy wręcz zła? Czy możliwe jest piękno, którego elementem byłyby slumsy i śmietniki? Próby odpowiedzi na tego rodzaju pytania uzyskują pewną spójność poprzez pojęcie intensywności .
Piękno architektury jest pochodną intensywności. Intensywność (gęstość, nasycenie)- to ilość człowieczeństwa rozumianego jako ilość pracy i myśli ludzkiej, zawartej w przekształconej przez człowieka przestrzeni. Przy założeniu, że społeczeństwo jest dostatecznie „dobre”, można powiedzieć, że intensywność to jest wszystko, co składa się na codzienne życie, pomnożone przez lata i wieki, uwięzione w substancji materialnej. Takie przekute w materię życie tworzy gęsty, nasycony obszar, w którym człowiek czuje się dobrze. Intensywność powstaje niezawodnie w wyniku procesu, można powiedzieć, „naturalnego”, jako suma wysiłków wielu ludzi w długich okresach czasu. Jest to powolne doskonalenie się form. Np.: wiedza, jaką uzyskał rzemieślnik, terminując dawniej u swego mistrza, była kumulacją i wypadkową doświadczeń całych pokoleń. Wiedza ta, szlifując i selekcjonując pozytywnie swoje własne zasady, osiągnęła stan takiej sublimacji, że nawet wykonany automatycznie, w oparciu o nią przedmiot, mógł swoim pięknem- rozumianym jako optymalność, celowość i jednoznaczność kształtu- wypromieniować z siebie intensywność równą tej, jaką posiadają dzieła sztuki. A intensywność dzieła sztuki (architektury wybitnej) jest szczególna: To, co w wyniku długotrwałego procesu „naturalnego” uzyskuje formę stylową, doskonałą, taki corbusierowski objet-type, można powiedzieć „samoistny” , może być wykonane przez artystę w czasie niewspółmiernie krótszym, jako objet-type „świadomy”. Przedmiot taki może posiadać intensywność równą lub wyższą od przedmiotu „samoistnego”, „naturalnego”. Jest to możliwe, ponieważ w końcowym rozrachunku chodzi o ilość człowieczeństwa przekazaną rzeczom w procesie ich powstawania, a w układzie artysta > przedmiot, ilość ta zależy wyłącznie od wartości natężenia, stopnia koncentracji, czyli wysiłku woli, umożliwiającego wyciśnięcie piętna osobowości w akcie tworzenia. Zatem działania osobowości wybitnych są drugim pewnym sposobem powstawania intensywności. Można powiedzieć, że intensywność wynika po prostu z jakości rozumianej jako zgodność z odpowiednimi zasadami dotyczącymi stylu, konstrukcji itd. Ale intensywność mogą posiadać także przedmioty (obiekty architektoniczne), które, z punktu widzenia tych zasad, są błędne, naiwne, złe. Jest tak wtedy, gdy tworzą całości spójne zgodnie z indywidualną, subiektywną logiką ich twórców, jak np.: obrazy tzw. „prymitywistów”, gdzie intensywność jest być może jedynym dowodem istnienia takiej logiki. Są także obiekty nie projektowane przez wybitnych architektów ani nie będące czystą architekturą „naturalną”, niezbyt zgodne z „zasadami” i zarazem pozbawione cech naiwności, działające jednak z intensywnością, której pochodzenie jest najtrudniej wyjaśnić. W ich przypadku trafniejsze może nawet niż zdefiniowana wyżej intensywność, będzie określenie- napięcie wewnętrzne, wyraz, ponieważ mniej czytelna jest tu „ilość pracy ludzkiej” niż „świadomość samego siebie”, jak mówi Proust w cytowanym na początku fragmencie. Chodzi o to, że subtelne poczynania budowniczego, polegające na znalezieniu „właściwej” wysokości drzwi, „odpowiednim” wysunięciu gzymsu czy okapu, dają wrażenie, że w przedmiot martwy tchnięte zostało życie. Jest to tak, jak uchwycenie ruchu w rysunku z modela. Taka architektura zdaje się być żywym tworem natury zrodzonym bez udziału człowieka. I odwrotnie: zdarza się, że podobne elementy składowe w tym samym, na pozór, układzie tworzą całość martwą…, jakby pękła gumka, trzymająca je w napięciu. Oczywiście elementy te mogą być przykładem dobrego rzemiosła lub nawet autonomicznymi dziełami sztuki i intensywność budynku jest wtedy sumą ich intensywności. Ale piękno przestrzeni wynika tu jakby z rozsypanych swobodnie przedmiotów typu okno, drzwi, schodki, zaś obiekty architektoniczne rozpatrywane jako całość są, w gruncie rzeczy, swoją własną atrapą- wyjęto z nich duszę. Utracone zostało to, co konstytuuje piękno płynące z intensywności „czysto architektonicznej”. W skrajnych przypadkach, gdy części składowe o odpowiednio niskiej jakości tworzą całości przypadkowe, pozbawione napięcia a układy urbanistyczne są amorficzne, nieokreślone, powstaje efekt jałowości” 2). Taka jest, na ogół, współczesna architektura polska, która nie intensyfikuje przestrzeni, lecz ją zaśmieca a zwiększenie ilości budynków czy detali potęguje tylko to odczucie. Zatem: intensywność rośnie proporcjonalnie do szeroko rozumianej jakości, lecz nie musi wzrastać ze wzrostem ilości elementów. Czasami, niemal pozbawiona ozdób, fasada secesyjna uzyska intensywność wyższą od bogatej elewacji eklektycznej, gdy talent architekta nada jej „śpiewność”, jakiej żądał Auguste Perret . I słuszna wydaje się teza, że: architektura współczesna oparta na „abstrakcyjnych”, „prostych”, „zgeometryzowanych” (wywodzących się z modernizmu) formach (do białej, gładkiej ściany włącznie), może posiadać intensywność nie mniejszą niż najbardziej skomplikowane i bogate w kształcie obiekty z epok minionych 3). I nie musi być to wynik działania architektów wybitnych. Konieczność przyśpieszania procesów projektowania i realizacji pokrywa się bowiem z udoskonalaniem środków i metod. Architekt dysponując obecnie dowolną ilością informacji fachowej, może montować układy dostatecznie intensywne w oparciu o katalogi, które są wyrafinowaną kondensacją człowieczeństwa, rozumianą coraz częściej jako ilość myśli niż pracy rąk. Podkreślam: takie człowieczeństwo istnieje i jest czytelne w idealnej gładkości szklanych elewacji nowojorskich. Niestety, nie ma go w schodkowatych, „urozmaiconych” uliczkach Ursynowa. (Przy okazji - jeśli chodzi o Ursynów- osobowość kilku utalentowanych architektów nie poparta odpowiednią jakością całokształtu życia, roztapia się całkowicie w przestrzeni, której nie jest w stanie nasycić.) Jest jednak oczywiste, że współtwórcą intensywności, którego nie sposób przecenić, jest czas. W czasie doskonali się forma przestrzeni, lecz także ulega zniszczeniu i pozostaje często jako bezużyteczny odpad. Te odpady: ruiny, slumsy, porzucone obiekty przemysłowe są pełnoprawnym składnikiem piękna architektury, tym bardziej, im czytelniejszy jest wysiłek (celowość, zmyślność) człowieka, włożony w przysposobienie ich do pierwotnej, i kolejnych zmieniających się funkcji. Piękno jest tym doskonalsze (intensywność większa), im więcej przekształceń, im bardziej zmienne i różnorodne koleje przechodzi dany fragment przestrzeni. I wreszcie ,w czasie tworzą się symbole, bez których przestrzeń miasta (architektura) jest niepełna, niedostatecznie uczłowieczona( piękna). Zatem, jeśli użyć nazwy: przestrzeń fizyczno-społeczna w stosunku do społeczeństwa , żyjącego w określonym miejscu, to intensywność jest kategorią sprzęgającą zwrotnie oba jej człony w całość, tworzącą atmosferę, która jest miarą piękna architektury.
Powyższy tekst autorstwa J.W.Dykowskiego wygłoszony został na I Biennale Architektury w Krakowie w grudniu 1985.
_________________________________________________
Przypisy:
1) M.Proust- „W stronę Swanna”, PIW W-wa, str.97
2) Tę jałowość mogą oczywiście osłabić takie czynniki (spoza sfery decyzji architekta) , jak handel, rzemiosło itp.
3) Banham o willi w Poissy i pawilonie niemieckim w Barcelonie: „Ich status arcydzieł opiera się, jak w przypadku innych arcydzieł architektury, na sile przekonywania i trafności, z jaką wyrażają określony pogląd człowieka na jego stosunek do otoczenia. Są one arcydziełami na równi z Sainte Chapelle lub Villa Rotonda”. – R.Banham „Rewolucja w architekturze”, WAIF- W-wa 1979, str.394